Szkoła Numer 2 | Roman Szczepkowski

ciepła, wciągająca kronika dwóch szkolnych lat (1981–83), gdzie dojrzewanie spotyka się z czołgami w telewizji, a szkolna gazetka bywa bardziej wybuchowa niż lekcja chemii. Dla młodzieży i dorosłych, którzy pamiętają zapach kredy.

O czym to właściwie jest?

Dwie klasy – VII b i VIII b – przechodzą przyspieszony kurs dorosłości. Na pierwszym planie Zdzisio (cichy, z kręgosłupem moralnym dziadka-akowca), a obok niego: Piotr (pracowity lider), Czaruś (showman i mistrz autopromocji), Ela i Magda (dwa różne temperamentu i dwie różne wizje uczucia). Całość spina pani Zimecka – nauczycielka od trudnych rozmów i prostych zasad. W tle – stan wojenny, szkolne apele, gazetka klasowa, pierwsze randki, ogniska, sportowe blamaże i zwycięstwa.

Co działa (i to bardzo)

  • Klimat epoki – kasety, dzienniki, tarcze szkolne, brak telefonów. Czuć lata 80., ale bez muzealnej gabloty.

  • Bohaterowie – mocno zróżnicowani, łatwo „przypiąć” ich do znajomych z własnej klasy. Piotr vs Czaruś to starcie dwóch modeli przywództwa; Zdzisio – powolne dojrzewanie zamiast hollywoodzkiej przemiany.

  • Nauczyciele z krwi i kości – pani Zimecka to nie „anioł wychowawca”, lecz mentorka, która potrafi przycisnąć, a jednocześnie uczy słuchania.

  • Sceny-kotwice – Wigilia u dziadka (patriotyzm bez patosu), szkolny apel (propaganda kontra myślenie), bal i „gazetka vol. 2” (publiczne wybory i ich skutki).

  • Język – prosty, lekko retro, dialogi „siedzą”. Czyta się jak pamiętnik klasy, a nie wykład z historii.

Co zgrzyta (leciutko)

  • Moralizowanie bywa słyszalne – czasem narrator tłumaczy coś, co już widzimy w scenie.

  • Czaruś mógłby dostać więcej cienia i światła – momentami jest zbyt wygodnym anty-Piotrem.

  • Kilka pobocznych wątków (np. bunt Żyty) prosi się o odrobinę więcej przestrzeni, bo znikają szybciej niż kreda z gąbki.

  • Finał upycha sporo wydarzeń naraz – emocjonalnie działa, ale rytm jest jak sprint po długim spacerze.

Humor? Obecny – ale z wyczuciem

Autor nie robi stand-upu z PRL-u. Żarty są „wewnątrzklasowe”: drobne uszczypliwości, szkolne gafy, sportowe przypały. Dowożą lekkość, gdy fabuła styka się z ciężarem epoki.

Dla kogo

  • Uczniowie 13+ – bo to o nich i dla nich.

  • Rodzice i nauczyciele – materiał do rozmów o granicach, odpowiedzialności i „stylu w zachowaniu”.

  • Dorośli z nutą nostalgii – pamiętający zapach farby olejnej na korytarzach i „dziennik” w kratkę.

Najmocniejsze cytaty/idee (bez spojlerów)

  • „Słuchanie to próba zrozumienia drugiej osoby” – motto pani Zimeckiej, które robi pół roboty wychowawczej.

  • „Lider to ten, kto ciągnie wszystkich do góry” – riposta na błyskotliwą, ale pustą popularność.

  • „Odwaga + odpowiedzialność + miłość” – trzy filary, które przewijają się przez oba roczniki.

Werdykt

8/10. „Szkoła numer 2” nie udaje wielkiej historii – pokazuje małe decyzje, które robią z dzieci dorosłych. Momentami zbyt dydaktyczna, ale emocjonalnie uczciwa i literacko równa. Idealna na klasową lekturę „po lekcjach” i domowe rozmowy przy herbacie.

Bonus – jak czytać, żeby weszło jeszcze mocniej?
W tle puść playlistę z Maanamem i Perfectem, odłóż telefon do szuflady i czytaj rozdziały jak lekcje – z przerwą na refleksję. Bo ta książka działa jak dobra wychowawczyni: najpierw słucha, potem mówi. I trafia.